Aktualnoœci

Niekonsekwencja fiskusa tworzy podatkowe raje. - 2005-10-19
 
Jechać na Kajmany? Wyspy Bahama? Być może wystarczy do Kielc albo Małkini. W Polsce powstają raje podatkowe. Wokół urzędów skarbowych, które dowolnie interpretują prawo.

Jak czytamy w Gazecie Wyborczej, urzędy skarbowe w dalszym ciągu wydają sprzeczne interpretacje przepisów podatkowych. A biorąc pod uwagę to, że interpretacje te od 1 stycznia 2005 r. całkowicie chronią przedsiębiorcę przez samowolną zmianą interpretacji przez urzędy skarbowe, powstały na teranie naszego kraju tzw. raje podatkowe.

Autor podaje przykłady sprzecznych interpretacji przepisów podatkowych dotyczących identycznych stanów faktycznych.

(…) Łukasz C. z poznańskiej firmy K. skupuje wierzytelności (nie chce podawać danych, bo boi się fiskusa). - Zgodnie z ustawą skupowanie wierzytelności nie podlega podatkowi od czynności cywilnoprawnych (PCC) - mówi. Ale na wszelki wypadek sprawdził w internecie. I znalazł korzystną interpretację w podobnej sprawie urzędu skarbowego z Poznania, z sąsiedniej dzielnicy. Podatku więc nie zapłacił. - Niestety, jakiś czas później z mojego urzędu przyszło zawiadomienie o wszczęciu postępowania - opowiada. - Potem była kontrola, dowalili mi zaległości na ponad 100tys. zł i wszczęli egzekucję.
Łukasz C. ma więc plan: - Przeniosę fikcyjnie siedzibę firmy do sąsiedniej dzielnicy, zadam na piśmie pytanie, dostanę korzystną interpretację. I płacić nie będę. (…)

(…) Wyławianiem sprzecznych interpretacji powinni zajmować się urzędnicy. Zasada jest taka: jeśli sprzeczności pochodzą z jednego województwa, to o tym, która interpretacja jest prawidłowa, rozstrzyga izba skarbowa. Jeśli np. z dwóch krańców Polski - Ministerstwo Finansów. O nowej, spójnej interpretacji muszą poinformować zainteresowanych, czyli firmy, które zadały kiedyś pytanie i dostały "niesłuszną" odpowiedź (oczywiście zmiana nie działa wstecz, dopiero przy następnej podobnej transakcji firma musi się stosować do nowej wykładni).

Tyle że przy 80 tys. pytań i interpretacji nikt nie jest w stanie ich porównywać. Co gorsze - byłaby to syzyfowa praca. Bo nowe wykładnie ministerstwa czy izb skarbowych nie obowiązują powszechnie. Jeśli minister wyłapie dziś dwie sprzeczne interpretacje i da spójną, to za miesiąc inny urząd skarbowy, zapytany w podobnej sprawie, może wydać własną interpretację.
Czy resort finansów ma jakiś pomysł? Nie, bo nie widzi problemu. Czy nie boi się fikcyjnego przenoszenia firm do "rajów interpretacyjnych"? - Ależ to by bardzo źle świadczyło o przedsiębiorcy, a poza tym jest kłopotliwe - odpowiada wiceminister Stanisław Stec. (…)


źródło: Gazeta Wyborcza 15/10/2005

« Powrót

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.
Newsletter