Aktualnoœci

Wolna niedziela to także urlop - 2006-01-19
 
Projekt nowego kodeksu pracy zakłada zmiany w obliczaniu urlopów. I tak w kodeksie znalazłyby się także regulacje dotyczące pracy w domu, np. przez telefon i komputer.

Eksperci z Komisji Kodyfikacyjnej proponują zupełnie nowy system liczenia urlopów. W okres urlopu będzie się wliczać także soboty i niedziele, a nie - tak jak teraz - tylko dni od poniedziałku do piątku. Urlop nie będzie obejmował tylko świąt ustawowo wolnych od pracy.

Na tej zmianie pracownik ma nie stracić, bo urlopy zostałyby wydłużone: urlop 20-dniowy do 28 dni, a 26-dniowy do 36.

Zmiana pomogłaby firmom, które pracują siedem dni w tygodniu, bo dotychczasowy system liczenia urlopów jest zbyt skomplikowany.

A oto propozycje kolejnych zmian w prawie pracy.

  • Zmieniłby się sposób wyliczania stażu pracy, na podstawie którego przysługuje urlop. Teraz jest tak: dłuższy, 26-dniowy urlop przysługuje po 10 przepracowanych latach, ale w ten okres wlicza się naukę po podstawówce i studia (traktowane jako 8 lat). A miałoby być tak: do stażu pracy wliczałoby się wyłącznie 5 lat studiów. Po skończeniu studiów na dłuższy urlop trzeba by więc pracować jeszcze pięć lat.
  • Z kodeksu zniknęłoby popularne „kacowe”, czyli przysługujące teraz pracownikom cztery dni urlopu na żądanie. Słowem - jeśli nowy kodeks wejdzie w życie, koniec z telefonami do szefa i stawianiem go w ostatniej chwili przed faktem, że dziś w pracy się nie pojawisz.
  • Komisja Kodyfikacyjna chciałaby, by umowa na czas nieokreślony przysługiwała pracownikowi najpóźniej po trzech latach pracy na czas określony. Teraz zasada jest taka: po dwóch umowach na czas określony trzecia musi być już bezterminowa.
  • Ochronę prawną zyskaliby telepracownicy i osoby pracujące w domu. - Pracodawca byłby odpowiedzialny za to, by pracowali w warunkach zgodnych z wymogami przepisów bhp. Musiałby im zapewnić kontakt z firmą, z innymi pracownikami, ze związkami zawodowymi. I chociaż miałby prawo kontrolowania telepracowników, to z poszanowaniem ich prywatności - mówi prof. Florek.
  • Pojawiłyby się pracownicze umowy przedwstępne. To rodzaj obietnicy zatrudnienia podpisywanej i przez pracownika, i przez jego przyszłego pracodawcę. Obie strony składałyby wzajemne zobowiązania. Gdyby ich nie dotrzymały, umowa byłaby podstawą do żądania odszkodowania. To ważne dla osób, które np. zwolniły się z pracy, ale wcześniej podpisały kontrakt, że przez pewien czas od zwolnienia nie będą aktywne w zawodzie. Dzięki umowie przedwstępnej mogłyby sobie „zaklepać” miejsce u kolejnego pracodawcy i oczekiwać, aż okresowy zakaz pracy upłynie.
  • I jeszcze ważna sprawa dla osób, które zostały niesłusznie zwolnione, ale sąd przywrócił je do pracy. - Praktyka pokazuje, że najczęściej pracodawca tylko czeka na kolejny powód do zwolnienia takiej osoby. Chcemy pracodawcy dać możliwość zamiany przywrócenia do pracy na odszkodowanie, które byłoby równoważne dziewięciokrotnemu wynagrodzeniu - mówi prof. Ludwik Florek.
Źródło: Gazeta Wyborcza

« Powrót

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.
Newsletter